Czy koreańska pielęgnacja to ściema?

Czy koreańska pielęgnacja to ściema?

… czyli od kosmetycznego uwielbienia do marketingowej bajki z piękną cerą w tle. 

Kiedy na początku 2016 roku do polskich księgarni zawitały „Sekrety urody Koreanek”, internet dostał histerii. Każda, w jakikolwiek sposób związana z k-beauty blogerka już w dniu premiery zamieszczała swoje pochwały na cześć różowego elementarza pielęgnacji (nie wspominając o tym, że to koreańska pielęgnacja zmieniła jej życie). Kobieca prasa równie pilnie szykowała materiały poświęconej fenomenowi azjatyckiej pielęgnacji. Dotyczyło to każdego, absolutnie każdego tytułu dla kobiet. Nawet takiej Claudii, którą podejrzewałam o bycie ostatnim magazynem, który mógłby swoim czytelniczkom polecać kremy pod oczy w opakowaniu w kształcie misia pandy…

The Little Book of Skincare by Charlotte ChoThe Little Book of Skincare, Charlotte Cho (źródło: instagram.com/charlottejcho)

Ostatnie miesiące przyniosły przebudzenie i samobiczowanie. Modna stała się teza, jakoby osławione dziesięć kroków pielęgnacji to jedna wielka bujda i marketingowy bełkot autorstwa Charlotte Cho. Ona sama popełniła tę książkę w celu wyciśnięcia jeszcze więcej kapusty ze swojego sklepu internetowego, rzecz jasna.

Czy więc koreańska pielęgnacja to ściema?

Nie ulega wątpliwości, że Charlotte ma głowę we właściwym miejscu i razem ze swoim mężem zbudowała znakomicie prosperujące kosmetyczne imperium. Zachwycona efektami stosowania koreańskich kosmetyków zauważyła niszę rynkową i ją wykorzystała. Działania jej teamu marketingowego niezmiennie wprawiają mnie w zachwyt. Zainteresowanie dziennikarzy na całym świecie nowym, gorącym trendem? Check. Tworzenie atrakcyjnej i edukacyjnej treści dla swoich klientów? Check. Pozycja światowego guru od koreańskich kosmetyków? Check. Kwestią czasu było zebranie tego w formie zgrabnie zredagowanej książeczki. A że wszystkie chcemy mieć ładną cerę i możemy bez problemu w Google podejrzeć, jak wyglądają koreańscy celebryci (a wyglądają super)… Koniec końców, mała książeczka o pielęgnacji trafiła na niezwykle żyzny grunt.

Charlotte ChoCharlotte Cho – guru koreańskiej pielęgnacji? (Źródło: instagram.com/charlottejcho)

Czy Charlotte napisała tę książkę, aby umocnić swoją pozycję eksperta od k-beauty? O, z całą pewnością. Czy ta książka jest w zamyśle jedną wielką reklamą Soko Glam? A jakże. Wystarczy spojrzeć na przegląd najpopularniejszych koreańskich marek. Czy przypadkiem te najgoręcej polecane to nie aby te marki, które autorka ma ofercie swojego sklepu? Czy ktoś słyszał chociażby o kosmetykach Neogen, zanim Charlotte w każdym możliwym medium z nabożnością wspominała o peelingujących płatkach? A dlaczego inne, równie popularne marki potraktowała z większym dystansem? Oto opis poświęcony popularnym – także w Polsce – kosmetykom It’s Skin.

„It’s Skin wyróżniło się na koreańskim rynku kosmetycznym produktami z mucyną ślimaka, które są bardzo popularne. Jeśli szukasz sposobów na zredukowanie potrądzikowych blizn za pomocą ekstraktu z mucyny ślimaka, sięgnij po linię Prestige Creme Ginseng d’Escargot.”

Najbardziej popularną linią marki jest Prestige d’Escargot – to ona zawiera jako główny składnik filtrat ze śluzu ślimaka. Wspomniana Prestige Ginseng d’Escargot jest odnogą linii zawierającą wyciąg z korzenia żeń-szenia i przeznaczoną do pielęgnacji cery z wyraźnymi oznakami starzenia. Akurat tę markę znam bardzo dobrze i wśród jej bestsellerów króluje linia „podstawowa”. Ale Charlotte jest wielką znawczynią koreańskiego rynku kosmetycznego. Taka wpadka nie powinna jej się zdarzyć…

Drugim, równie częstym zarzutem, jest to, jakoby Koreanki nie stosowały dziesięciu kroków, a sama „koreańska pielęgnacja” po prostu nie istnieje. Nie jestem Koreanką, nie mam też zbyt wielu Koreanek wśród swoich znajomych, ale mam dosyć trzeźwy osąd na koreańskie społeczeństwo. Otóż, miłe czytelniczki, w Korei ludzie mają prawdziwego… ekhm… pierdolca na punkcie atrakcyjności fizycznej. Oznacza to nie tylko jeden słuszny kanon akceptowalnego piękna, legendy o dzielnicach klinik chirurgii plastycznej (to akurat wcale nie legendy) czy wręcz dyskryminację osób odstających od przyjętych standardów. Oznacza to także gigantycznych rozmiarów rynek kosmetyczny.

Sekrety urody KoreanekKoreańska pielęgnacja: marketingowa bajka o pięknej cerze?

Nie dziwi mnie specjalnie, że żądni perfekcyjnego wyglądu Koreańczycy są tak bardzo otwarci na wszelkie pomysły przemysłu kosmetycznego. Z całą pewnością są osoby stosujące dziesięć, piętnaście czy pięćset kroków pielęgnacyjnych. Są pewnie też takie, dla których dbanie o skórę nie jest istotnym elementem życia. Charlotte zapewne spotkała jednych i drugich. Następnie usystematyzowała swoje obserwacje dot. zwyczajów pielęgnacyjnych do postaci łatwej do przekazania ideologii dziesięciu kroków pielęgnacyjnych i temat poszedł w świat.

Czy więc osławiona koreańska pielęgnacja to wymysł sprytnej businesswoman? Szczerze, nie bardzo mnie to obchodzi. „Sekrety urody Koreanek” dają nam bowiem inne wartościowe wnioski:

  • pielęgnacja skóry może przyjemną przygodą
  • im bardziej świadoma będziesz roli poszczególnych kosmetyków, tym więcej z korzyści z nich wyciągniesz
  • używaj filtrów, dziewczyno.

Reszta to tylko shitstorm w necie.